Strona rodziny Nowickich
Strona Główna | MÓJ BLOG | RÓD JAKUBA | GENEALOGIA | MIEJSCA | GROBY | FORUM JAKUBOWE | KONTAKT |
Nawigacja
Strona Główna
MÓJ BLOG
RÓD JAKUBA
GENEALOGIA
MIEJSCA
GROBY
FORUM JAKUBOWE
FOTKI
CIEKAWE STRONY
KONTAKT
co nowego?
Download
Kategorie Newsów
FAQ
Szukaj
Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 29
Nieaktywowany Użytkownik: 23
Najnowszy Użytkownik: Wojciech
Ostatnie Artykuły
Karta sierżanta Mich...
Anna Nowicka - przełom?
Jakub młodszy, odnal...
Najmłodszy bohater s...
DRUŻBIN
"Kto ma owce, ten ma co chce" - czyli o owczarzach słów kilka

Rosa Bonheur, The Shepherd, 1866.

Znaczną, udokumentowaną część XVIII i XIX wieku, męscy przedstawiciele rodu Nowickich parali się fachem owczarskim. Również kobiety w tej rodzinie pośrednio lub bezpośrednio związane były z hodowlą owiec. Najczęściej poprzez swoje pochodzenie ze środowiska zajmującego się owczarstwem, lub koligacje rodzinne, których były mniej lub bardziej mimowolnymi uczestniczkami.  Owczarstwo nie było jedynie zawodem wiejskim, było też stylem życia, wokół którego narosło wiele mitów i legend. Możemy je spotkać w gawędach i wierzeniach ludowych, które po dziś dzień funkcjonują na wsi polskiej, co pokazują badania prowadzone przez etnologów. Poniższy tekst nie jest artykułem naukowym, a jedynie próbą syntezy informacji rozsianych w publikacjach czy Internecie, traktujących o tym zagadnieniu, ze szczególnym uwzględnieniem obszaru kalisko-łęczycko-sieradzkiego, tworząc w pewnym sensie tło dla historii rodu Jakuba Nowickiego.

 

WSTĘP

Według wybitnego badacza polskiej wsi profesora Bohdana Baranowskiego, zagadnienie owczarstwa na ziemiach polskich ściśle wiąże się z problemem rozwoju przemysłu sukienniczego oraz ze sprawą odzieży dla mas ludowych. Ziemie dawnej "kongresówki", stały się, zwłaszcza w pierwszej połowie XIX wieku, terenem silnego rozwoju  tej gałęzi gospodarki, zmieniając dynamicznie swój charakter,  poprzez przekształcanie się małych warsztatów i manufaktur , działających w miasteczkach, w fabryczki wreszcie duże zakłady włókiennicze takie jak chociażby w ówczesnej Łodzi. Lokalna hodowla owiec na potrzeby przemysłu wełnianego, przestała być wówczas  wystarczająca, jeśli chodzi o dostawy tego surowca dla produkcji masowej, stąd upadek owczarstwa w drugiej połowie tego wieku staje się na Ziemi Łódzkiej nader wyraźny. 

 

CHARAKTERYSTYKA OBSZARU

Warunki dogodne, bądź w minimalny sposób konieczne, dla zaistnienia opłacalnej hodowli owiec w folwarkach szlacheckich, występowały na terenie Wschodniej Wielkopolski i ziemi łęczycko-sieradzkiej w sposób niepełny. Jeśli chodzi o ziemię łęczycką  to jedynie w jej południowej części, na piaszczystych glebach poprzecinanych strumykami i rzeczkami w otoczeniu łąk, występowały dogodnie warunki dla hodowli. Brak melioracji i występowanie terenów podmokłych również nie wpływały korzystnie na zagadnienie hodowli owiec. Dogodniejsze warunki panowały natomiast na ziemi sieradzkiej stąd charakterystyczne skupienie na tym obszarze ośrodków sukienniczych takich jak; Lutomiersk, Szadek, Sieradz, Warta czy Uniejów. Przemysł ten czerpał w drugiej połowie XVIII i pierwszej XIX wieku, jeśli chodzi o surowce, z lokalnego rynku, stąd duże skupienie gospodarstw folwarcznych z owczarniami w bezpośredniej bliskości tych ośrodków. Co ciekawe, w XVII i początkach XVIII wieku nie są rzadkością również gospodarstwa chłopskie, a nawet mieszczańskie nastawione na przydomową hodowlę owiec, co zauważa wspomniany prof. Baranowski. Jednak rozwój gospodarki folwarczno-pańszczyźnianej doprowadził do upadku hodowli owiec w tych gospodarstwach, a niekwestionowanymi monopolistami stały się, jeszcze w okresie przedrozbiorowym, folwarki szlacheckie. Szczególnie dobrze rozwinięte było owczarstwo w Wielkopolsce, stąd m.in. z ziemi kaliskiej trwał w XVIII wieku intensywny eksport tych produktów na Śląsk i do Saksonii. Stosunkowo słabo rozwijało się owczarstwo na wschodzie „Korony” zwłaszcza na terenie Mazowsza czy Podlasia. Według prof. Baranowskiego lokalna produkcja na terenie kalisko-łęczycko-sieradzkim zaspokajała zupełności potrzeby mieszkańców, a import stanowił jedynie uzupełnienie lokalnego rynku.  Wśród miejscowości na pograniczu kalisko-łęczycko-sieradzkim, w których zajmowano się hodowlą na szerszą skalę można wymienić np.: Chocim, Moskurnię, Marchwacz, Sulisławice, Kalinową, Zagajew, Kliczków Mały, Łubnę, Wojsławice, Brzeg czy Lubolę. 

 

 Julien Dupre, Le Berger, ?.

ZNISZCZENIA WOJENNE W XVIII w. A ROZWÓJ OWCZARSTWA

Katalizatorem, powszechnego rozwoju hodowli owiec stały się paradoksalnie zniszczenia wojenne, jakich doznała I Rzeczpospolita w czasach saskich. Wyludnienie, zniszczenia gospodarstw rolnych, rekwizycja i grabież majątków, w tym inwentarza, spowodowała,  że próbująca się podźwignąć ze zniszczeń pożogi gospodarka kraju, potrzebowała rąk do pracy na roli, w tym fachowców, znających się na hodowli.  Stosunkowo nieskomplikowana hodowla owiec oraz wzrost popytu na wełnę, kożuchy czy mięso na rynkach Dolnego Śląska i Mazowsza spowodował, że ziemianie chętniej i częściej przestawiali swoją gospodarkę na hodowle owiec w o wiele większym zakresie niż w i poł. XVIII wieku. Efekt tego rozwoju  jest widoczny w danych z początku XIX wieku. Wedle inwentarzy z Departamentu Warszawskiego Księstwa z 1808 roku,  liczba owiec na terenie ziemi łęczyckiej, rawskiej i zachodniego Mazowsza sięgała 100 450 sztuk, a podczas okupacji pruskiej na przełomie lat 1802-1803 prawie 120 tys. Jedynie kilkanaście procent tej liczby pochodziła z gospodarstw chłopskich.  Pomimo skąpych danych z XVIII wieku, możemy zaryzykować i wskazać jak kształtował się ten problem na omawianym terenie na przykładzie  Pabianic i okolic. J. Fijałek określił, że na ternie klucza pabianickiego, pogłowie owiec kształtowało się w poszczególnych latach następująco: 

1682 r. – 2002 sztuk, 

1689 – 1928,

1717 (po zniszczeniach wojennych) – 49!, 

1733 – 438,

1750 – 1318,

1777 – 1467,

1784 – 3755. 

Powyższe dane ukazują w jakich okresach i w jakim tempie rozwijało się wówczas owczarstwo.  Tak jak wspomniałem, nie można mówić o wzroście pogłowia owiec w tym czasie bez uwzględnienia wykwalifikowanych kadr, na które istniał wówczas popyt w majątkach ziemskich.  Wraz z importem owiec, nasiliła się więc migracja owczarzy. Nie jest to niestety jeszcze dobrze zbadany problem, ale wskazuje się, że nader często na terenie łęczycko-sieradzkim przybyłymi owczarzami byli Ślązacy, wymieniani w źródłach jako Niemcy. Należy zaznaczyć, że określenie niemieckości nie jest tutaj precyzyjne, bo często przybyszami ze Śląska była również ludność polskojęzyczna.  Kierunek Śląski nie jest tu przypadkowy. Eksport wełny i sukna był wówczas ściśle związany ze śląskim rynkiem. Także wymiana ludności miała charakter swobodny, co stymulowało zjawisko migracji.                                           

Pierwsze wzmianki o cudzoziemskich owczarzach można było już znaleźć w XVII wieku, kiedy przybyli do Polski jako emigranci w efekcie wojny trzydziestoletniej. Genealodzy badający księgi metrykalne z XVIII wieku, wielokrotnie wskazywali na niemieckie lub niemiecko brzmiące nazwiska owczarzy wymienianych w księgach kościelnych. Równie częste są przypadki występowania ich nazwisk jako wariacji słowa „nowy”: Nowak, Nowicki, Nowacki, Nowaczyk, Nowakowski. Zastępowały one często rodowe nazwiska wywodzące się poprzedniego miejsca zamieszkania, co wskazuje, że nadawano im je, dla określenia ich statusu w lokalnej społeczności – obcego, nowego w środowisku, przybysza. Etymologia nazwiska pochodzącego od słowa „nowy” wskazuje, w przypadku posiadających takie nazwiska, chodziło również o fakt zmiany wiary, często ewangelickiej na katolicką, co poniekąd może wskazywać, że istotnie owczarze mogli być często przybyszami z terenów protestanckich, choć akurat w przypadku Śląska nie było to takie pewne. Są to jedynie mniej lub bardziej uzasadnione dywagacje, które wymagają na pewno rzetelnej i naukowej analizy.

 

KONTRAKT I WARUNKI PRACY

Jeszcze w okresie przedrozbiorowym funkcjonowali zarówno owczarze dworscy i wiejscy. Czasami mylnie owczarzami nazywano również pastuchów wiejskich, którzy wypasali cały inwentarz, w tym również krowy i kozy. Przymuszano ich również do nadzorowania stad dworskich.  Jednak profesjonalny owczarz kontraktowy, zajmował się najczęsciej jedynie owcami, posiadał też długoletnią wiedzą i praktykę, która przekazywana była z pokolenia na pokolenie w obrębie rodu. Owczarz, był osobą wolną i zawierał najczęściej kontrakt ustny, bądź pisany z właścicielem folwarku, w którym pracował najczęściej minimum 2 lata. Okres ten mógł być oczywiście wydłużony.  Odchodzący ze służby otrzymywał świadectwo, coś na kształt współczesnych  rekomendacji od  pracodawcy. Miało ono również moc urzędową, dzięki której owczarze mogli w praktyce często uniknąć długoletniej służby wojskowej. Dokument poświadczający natomiast straty w stadzie, podczas służby owczarza, był za to swoistym wilczym biletem, utrudniającym znalezienie nowego pracodawcy. W dużych majątkach  magnackich wprowadzano niejednokrotnie 3 klasy służby owczarskiej. Najbardziej wykwalifikowany, z minimum dwudziestoletnim stażem, stawał się majstrem owczarskim. Wynagrodzenie najemnych owczarzy składało się z pensji i ordynarii w postaci żyta, pszenicy, jęczmienia, owsa, kaszy gryczanej i grochu. Na terenie Wielkopolski owczarz, mógł również oddawać własne owce na wychowek dworski, czyli tzw. „załęcz”.   Zarobki kształtowały się różnie, z zależności od wielkości folwarku, stada i oczywiście majętności właściciela. Przykładowo uposażenie owczarza w ordynarii zamojskiej na Lubelszczyźnie wynosiło rocznie 50-250 zł polskich. Tamże również, owczarze otrzymywali dodatkowo paromorgowe ogrody dla swoich potrzeb. Ci którzy nie otrzymali gruntów rekompensowali sobie to w np. 10 korcami ziemniaków z przydziału dworskiego. Natomiast w dobrach Radziwiłłów owczarze otrzymywali swoje uposażenie poprzez udział w dochodach z hodowli w ramach tzw. jedenastego grosza czyli 1/11 całego zysku rocznego. Oprócz wynagrodzenia i ordynacji otrzymywali również niejednokrotnie przydziały w odzieży, butach, suknie czy płótnie. Co ciekawe, jak wskazuje inny badacz dziejów owczarstwa w Polsce – Julian Bartyś,  w dużych posiadłościach takich jak ordynacje istniało szereg funkcji do nadzorowania hodowli owiec. Oprócz owczarza, był też inspektor owczarń, nadzorujący, kontrolujący, owczarnie, raportujący o brakach i prowadzący rejestr stada. Jago zwierzchnikiem był rządca klucza dóbr, zaś administracja odpowiadała za sprzedaż i kupno owiec, zakup paszy i leków, remont owczarni. Aparat biurokratyczny był też odpowiedzialny za transport owiec we właściwych warunkach podczas transakcji handlowej. Kompetencje i obowiązki oficjeli powodowały też, że musieli być na bieżąco z najnowszą wiedzą dot. hodowli owiec, która zawarta była w  podręcznikach i instruktażach, które wydawane były na terenie ziem polskich wraz z rozwojem nowoczesnej myśli agrarnej. Bezpośrednim nadzorującym stado był oczywiście owczarz i to w praktyce na jego barki spadała cała odpowiedzialność za stado.

 

 Owczarz i ziemianie

 Trudno przyjąć jeden klucz organizacji stada dworskiego. Zwykle ilość sztuk owczarza w stadzie dworskim wynosiła do 1/6, choć bywały również przypadki, że całe stado należało do niego. W takiej sytuacji musiał on oddawać właścicielowi połowę wełny, mięsa czy przychówku, bądź też płacić ustaloną opłatę od każdej owcy. Często owczarz partycypował w dochodach ze stada, a taki zwyczaj upowszechnił się zwłaszcza na Śląsku. Ilość owczarzy przypadająca na stado nie była jednakowa dla wszystkich folwarków. Na wspomnianych ziemiach śląskich przyjmowano, że powinna ona oscylować wokół 3 na 1000 sztuk owiec.  W praktyce jednak, na interesującym nas terenie, jeden owczarz przypadał na 200-300 sztuk owiec. Przy większych stadach, otrzymywał też pomocnika (owczarczyka), który w praktyce był jego czeladnikiem i często sam stawał się  po kilku latach praktyki wykwalifikowanym owczarzem.                                                                                                                             

Miał owczarz również do pomocy psa pasterskiego. Była to poważna pomoc przy pracy na pastwisku. Można przyjąć, że na 100 owiec przypadał  jeden pies, który posiadał własne imię. W dokumentach ordynacji zamojskiej występowały wśród nich imiona: Bryła, Mosiek, Zgadnij, Jaktobie, Rozbój, Łabaj, Tyran, Zelwa czy Muc. Psy czasami posiadały również obroże skórzane nabite ćwiekami, dla obrony przed wilkami. Nie wiadomo wiele o rasach tych psów, ale wedle przesądów jakoby psy o ciemnej sierści miały zły wpływ na stado, dobierano te o umaszczeniu jasnym, choć niezupełnie białym, co także wedle ówczesnych opinii nie było korzystne dla stada.  Ze względu na płochość owiec, zwłaszcza kotnych maciorek, starano się dobierać rasy o łagodnym usposobieniu, łatwe do ułożenia. Wedle instruktarzy, dobry pies powinien iść za stadem zaganiając z boków krnąbrne owce, ale bez niepotrzebnego podgryzania i straszenia. Pies wymagał dobrego ułożenia, a więc owczarz musiał również poświęcić czas na jego tresurę, choćby w podstawowym, niezbędnym do jego pracy zakresie.

 

Rycina przedstawiająca pasterskie owczarki maremma.

Jeśli chodzi o narzędzia pracy owczarza przy pilnowaniu stada, to już ikonografia czasów średniowiecza i baroku dostarcza informacji na ten temat. Było tak np. w przypadku laski pasterskiej, która np. na terenach  niemieckich, jako narzędzie, posiadała trzy różne funkcje: chwytania, podpory oraz pomocy w kierowaniu trzodą. Niemiecki badacz Wolfgang Jacobei wskazuje też, że służyła ona również jako łopatka do rzucania grudkami ziemi w krnąbrne owce.

 

 Typy angielskich lasek pasterskich.

RASY OWIEC

Nie chcę szczegółowo opisywać ras owiec, występujących w ówczesnej Polsce, ale warto przedstawić chociaż kilka podstawowych informacji na ten temat. Popularne rasy występujące na tym terenie to świniarki, karnówki, wrzosówki, cakle i krukówki. Dwie ostatnie rasy są charakterystyczne dla obszarów górskich, a więc Śląska, Małopolski , czy Podkarpacia. Jedynie świniarki i karnówki były powszechne w XVIII wieku na terenie środkowej Polski. Charakteryzowano je jako rasy raczej prymitywne, tzw. owce ordynaryjne o grubej wełnie oraz pospolite -  nazywane powszechnie mazurkami bądź świniarkami. Jednak poprzez mieszanie krwi, zwłaszcza ras przybyłych ze Śląska czy Wielkopolski, owce te zatraciły swoje pierwotne cechy, a mimo to nadal jakość ich wełny i wydajność mięsa była dość słaba. Ich niewątpliwą zaletą była natomiast wytrzymałość na trudne warunki atmosferyczne , choroby i kiepska paszę, co było chyba wówczas najważniejszym argumentem. Najpopularniejsza wówczas świniarka ważyła ok 20 kg i dawała rocznie do 0,8 kg wełny.

                                                                 

Owce świniarki

Owca uszlachetniona, nazywana wielkopolską ważyła 25-30 kg i była bardziej wydajna, choć nadal uważana jest za stosunkowo prymitywną. Dawała więcej mięsa i wełny, która była biała i cieńsza. Była też większa gabarytowo od świniarki. Uszlachetnione rasy owiec, tak jak wcześnie wspomniałem, pojawiały się wraz importem zwierząt ze Śląska, Brandenburgii, Pomorza Zachodniego i Saksonii w XVIII wieku.  Stąd trwająca dyskusja nad zagadnieniem karnówki, której przypisanie do określonej grupy lub też wyodrębnienie stanowi pewien problem. Mimo jej uszlachetnienia, uważana jest jednak za rasę prymitywną. Na przełomie XVIII i XIX wieku sprowadzano również do Polski rasy angielskie i hiszpańskie, choć nie odegrały one jednak istotniej roli w malych i średnich majątkach folwarcznych, a  jedynie magnackich.  Przy utrzymywaniu kilku ras owiec stosowano zasadę niemieszania, co wiązało się czasami z koniecznością  posiadania kilku owczarni w folwarku. 

 

 

Niemiecka rycina z 1905 roku przedstawiająca anatomię owcy.

HODOWLA

Ze względu na kiepskie najczęściej zaplecze i koszty, owce przebywały na pastwisku jak najdłużej się dało, a więc do około 8 miesięcy. Często już w marcu wyganiane były po pierwszych roztopach na łąki. Jedynie duże stada wypasano osobno, mniejsze często umieszczano na tych samych pastwiskach co bydło. Często przy braku odpowiednich łąk wykorzystywano do tego procederu również ugory i oziminę.  Jak wskazuje prof. Baranowski w XVIII wieku funkcjonował błędny pogląd, że owce najlepiej wypasać po zejściu rosy, gdyż wpływa to korzystnie na ich wełnę i zdrowie.  Podobny pogląd co do unikania terenów niekorzystnych dla wypasu panował również w stosunku do owsisk.                                   

Ciekawym zjawiskiem charakterystycznym dla dużych gospodarstw, było tzw. hurtowanie bądź też ortowanie, czyli wykorzystywanie owiec do użyźniania gleby.  Proces ten prowadzono przez pół roku od wiosny do jesieni. Owczarze wykorzystywali do tego specjalne płoty przenośne, które były przesuwane na linie graniczną wypasu stada co drugi lub trzeci dzień. W taką zagrodę wyganiano na noc owce,  dzięki czemu po kilku dobach pole było odpowiednio użyźnione.  Propagujący ową metodę dowodzili, że 100 owiec jest w stanie użyźnić od 8 do 10 morgów ziemi. Stosowanie tego procesu, było dla owczarza dość absorbujące m.in. przez fakt wypasu nocnego, co narażało stado m.in. na ataki dzikich zwierząt, takich jak np. wilki.  Miejscem przetrzymywania owiec, były najczęściej owczarnie, ale jedynie w dużych folwarkach, bądź też gospodarstwach o dużych stadach.  Były to budynki skonstruowane z różnych materiałów budowlanych. Występowały więc: murowane, drewniane z podmurówką, ale również skromne ze ścian ulepionych z gliny, bądź ułożonych z plecionego chrustu. Ściany często bielono i naprawiano w okresie jesiennym. Praktycznie stan owczarni zależał od zasobności danego folwarku. Najczęściej posiadały dachy ze słomy, choć zdarzały się również kryte gontem.  Powierzchnia przypadająca na jedną owcę powinna, wedle podręczników instruktażowych, wynosić od 0,5 do 1m kw. Wewnątrz owczarni stały jedno lub dwustronne jasła.  Drabinki do jaseł wykonywano z drewna świerkowego zaś  szczeble z leszczyny. Owczarnia wyposażona była również w garnki żelazne i gliniane, szafliki, miarki i konewki. Przestrzegano co prawda przed trzymaniem owiec z bydłem w jednym pomieszczeniu, ale w praktyce wyglądało to różnie.  

 

                                                    

Owczarnia

Nowoczesne owczarnie jakie zaczęły powstawać w Polsce na początku XIX wieku, spowodowały, że warunki chowu zdecydowanie się polepszyły, a owczarnie w dużych majątkach nastawiały się na doskonałe rasy owiec. Jednym z prekursorów ziemskich tamtego czasu, który rozwinął w swoich dobrach hodowlę zarodową, był Alojzy Biernacki. Założona przez niego, w kaliskich Sulisławicach, w 1817 r. owczarnia liczyła 509 owiec i 306 jagniąt. Biernacki zakupił również merynosy od króla saskiego. W sumie na terenie Królestwa Polskiego istniały wówczas 4 specjalistyczne owczarnie zarodowe, które hodowały wyłącznie owce elektoralne sprowadzane z Saksonii. Na interesującym nas terenie wspominano w ówczesnych źródłach jeszcze dwie doskonałe owczarnie w kaliskim Marchwaczu oraz Szczypiornie. Według hodowców, mogły one śmiało konkurować z owczarniami niemieckimi.                                                                  

W hodowli stosowano selekcję i coroczną segregację . Sztuki nie nadające się do rozpłodu kastrowano. Chore lub słabe owce przeznaczano do tzw.  brakowania na sprzedaż lub rzeź. Wraz z upowszechnianiem się nowoczesnej wiedzy weterynaryjnej, zaczęto również stosować całkowitą izolację od stada zwierząt chorych, obawiając się epidemii.  Podczas wykotu stosowano w owczarni zasadę dyżurów nocnych. Przygotowywano wówczas latarnie i proch strzelniczy do znaczenia urodzonych jagniąt. Owca wydająca potomstwo otrzymywała też bogatszą paszę w postaci osypki, otrąb ze słoną wodą czy lepsze siano, a nawet ziemniaki. Jagnięta po odstawieniu od matek, były co ciekawe, karmione specjalną mieszanką zapobiegającą chorobom, złożoną z czosnku soli i owsa.  Podstawą zimowego karmienia owiec było siano i słoma. Ze względu na pojawiające się problemy z paszą wykorzystywano również wszelkie liście i wrzos. Według siedemnastowiecznych instruktarzy, dzienna dawka siana na owce wynosiła 0,4- 0,5 kg. Do paszy zimowej dodawano również sól.                                                                                         

Niski poziom higieny i dominujące, prymitywne warunki hodowli, mimo wysiłków agronomów, powodowały często choroby i epidemie, z którymi musiał radzić sobie owczarz. Często powodów pomoru upatrywano w działaniu sił nadprzyrodzonych, które miały być wykorzystywane przeciwko owczarniom. Przykładem niech będzie opis zawarty w księgach miejskich Warty z XVII wieku, w którym czytamy o skazaniu na spalenie chłopki z pobliskiego Zagajewa Anny Karabinki, która (…) słoiki liścia gruszkowego uwite i maście rożne w nich pod owczarnią zakładała (…).     

     

Stare nożyce do strzyżenia owiec

Strzyżenie odbywało się najczęściej dwa razy do roku i poprzedzone było zawsze myciem owiec. Często pomagali przy tym chłopi pańszczyźniani przymuszani do tego przez ekonomów. Najczęściej udział taki był wynagradzany alkoholem. Mężczyźni przytrzymywali owce przy myciu i strzyży zaś kobiety, myły, strzygły, przebierały wełnę, szyły wańtuchy czyli worki na wełnę. Często przy strzyżu asystował kowal, który ostrzył wykonane do tego celu specjalne nożyce. Mycie odbywało się nad stawami bądź rzekami na wygrodzonym wcześniej, specjalnie na tę okoliczność terenie.  Strzyżenie odbywało się na początku maja oraz we wrześniu lub październiku. Ukuło się wśród owczarzy powiedzenie: Na Święty Krzyż (3 maja) śmiało owce strzyż . Terminy strzyżenia nie były jednak wszędzie takie same i różniły się od siebie w zależności od terenu.

 

 

                                                                                                  

Kobiety strzyżące owce, Inflanty początek XX wieku.

Dla zwiększenia ilości wełny stosowano czasami różne triki, takie jak zaganianie owiec dzień przed strzyżą do małego pomieszczenia, tak aby obficie się pociły, skutkowało to w efekcie zwiększeniem wagi wełny. Po strzyżeniu skórę owiec nacierano chmielem. Wydajność jest trudna do precyzyjnego określenia. Jeśli dzisiejsza wynosi ok. 2 kg rocznie z jednej owcy, to w XVIII i XIX wieku, mogło to być około 1,5 kg, lub mniej. Biorąc pod uwagę eksport i wypieranie wełny przez bawełnę w XIX wieku, badacze podają, że na jedną osobę w Łęczyckiem wypadało w XVIII wieku ok 0,25 kg wełny.

Innym produktem wynikającym z owczarstwa była żywność. Mleko owcze, tłustsze od krowiego wykorzystywano do produkcji masła i serów. Przyjmuje się, że wydajność mleka z jednej owcy mogła wynosić wówczas, przypuszczalnie ok. 40-80 litrów rocznie, ale sam dochód ze sprzedaży mleka i przetworów mlecznych, stanowił niewielką część dochodu, zwłaszcza w konfrontacji z dochodami uzyskanymi ze sprzedaży wełny.  Jeśli zaś chodzi o mięso, to przyjmuje się, że na jedną osobę rocznie w Łęczyckiem przypadało ok . 0,8 – 0,9 kg mięsa owczego. Badacze wskazują jednak, że ówczesne mięso owcze było delikatniejsze od znanej nam dzisiaj baraniny. Skóry owiec używane były na kożuchy, czapki, rękawice oraz pergamin. Świniarki i karnówki nie uważane były za najlepsze owce kożuchowe, tak jak np. górskie cakle. Nie mniej jednak, ich skóry stanowiły istotny materiał do produkcji odzieży, która służyła ludności wiejskiej niejednokrotnie latami i była w jej zasięgu konsumpcyjnym. Stosunkowo niewielką rolę odgrywały w owczarstwie polskim skóry smuszkowe (jagnięce).

 

KWALIFIKACJE I STATUS SPOŁECZNY OWCZARZY

Teoretycy hodowli owiec, wskazywali, że dobry owczarz oprócz wiedzy z dziedziny anatomii powinien umieć pisać i czytać. W praktyce, ze względu na niemal całkowity analfabetyzm wśród ludności wiejskiej, wyglądało to zupełnie inaczej. Dominowali głównie niepiśmienni, choć zapewne jakaś część z nich musiała umieć w swej pracy liczyć. Instrukcje gospodarcze z XVIII wieku wskazywały na konieczność surowego nadzoru owczarzy, zarzucając im często lenistwo i niedbalstwo np. poprzez niedostateczne dbanie o pojenie owiec. Często na niesfornych owczarzy nakładano surowe kary finansowe, choć niejednokrotnie rzekome wykroczenia, były w istocie przykładami dyletanctwa ekonomów i nadzorców w folwarkach, którzy próbowali swoją nieudolność zrzucić na podległych sobie pasterzy. Istnieje kilka opisów wzorcowego owczarza. Ks. Benedykt Chmielowski, wybitny uczony pierwszej połowy XVIII wieku wskazywał, że (…) owczarz nie ma być bardzo młody, bo czasem jest materyja zgorszenia; lepszy podeszły, stateczny, rzyski,  jednak, który mieć powinien podpasicza dla pomocy i psy dobre.  Czujność mu zalecić pod ciężkim karaniem, bo często zasnąwszy, przy ogniu się zasiedziawszy, albo w budzie uczyni panu szkodę, wilkowi przysługę, a często i złodziejowi. Powinien ustawicznie koło trzody krążyć, świstać, wołać, śpiewać i biczem świstać, psami szczwać, aby zwierz nie natarł. W zboża, w łąki nie powinien pod karą puszczać, z rana na rosę wyganiać, o swoich czasach przyganiać – Trafiają się szpetne historyje, że bestialiter coeunt pastusi, dlatego żonaci, podeszli niechaj na tę funkcję wysadzani bywają (…)

 

Paweł Steller, Owczarz z Baraniej, 1932.

Choć hodowla owiec wydaje się na pierwszy rzut oka miej absorbująca pasterza od wypasu bydła, to specyfika hodowli owiec wymagała sporych kwalifikacji, zwłaszcza w dziedzinie weterynarii. Ponieważ pełnił on swoje obowiązki z dala od wsi, owczarz musiał umieć natychmiast rozpoznawać występujące w stadzie choroby i umieć im zapobiegać. W praktyce posiadał on więc umiejętności nastawiania kości, leczenia chorób zakaźnych, w tym skórnych.  Jednak ich wiedza, jak zaznacza W. Jacobei, nie była tłumaczona przez wiejską społeczność doświadczeniem jakie posiadali, a cechami nadprzyrodzonymi. Sami owczarze dla zbudowania swej pozycji w społeczności lokalnej, umacniali często ten mit, grożąc np.  rzuceniem czarów poprzez odebranie sprawności fizycznej, czy szczęścia, tym którzy nie spełniali ich próśb, bądź czynili im złośliwości. Co ciekawe fakt, iż zaczerpnięty z Biblii wizerunek dobrego pasterza opiekującego się owczarnią, był wykorzystywany w naukach kościoła, nie wpływał szczególnie mocno na pozytywne postrzeganie owczarzy przez prostych mieszkańców wsi. Budzili oni u nich raczej respekt i strach, niż swobodną sympatię.                                                                          

Jedną z cech przypisywanych owczarzom,  była umiejętności utrzymywania karności i dyscypliny w stadzie. Wierzono, że laska owczarska wbita w pastwisko spowoduje, że owce nie opuszczą pastwiska nawet pod nieobecność pasterza.  Utrzymywano również, że jednym ze skutecznych sposobów odstraszenia czyhających wilków, jest rozdarcie przez owczarza koszuli pod szyją, zbesztanie słowami atakującego szkodnika  i odmówienie trzech zdrowasiek. Owczarze potrafili według wierzeń nie tylko odwracać nieszczęścia gusłami, ale i je sprowadzać. Przypisywano im sprowadzanie pomoru na stado złego pracodawcy. Wśród owczarskich przesądów najbardziej popularne było staranne zamykanie wrót w święto Matki Boskiej Gromnicznej (2 lutego), gdyż jak wówczas wierzono, promienie słoneczne zabijają owce. Inne np. nakazywały kastrowanie młodych tryków w Wielki Czwartek lub Piątek, nakazując jednocześnie omijanie dat feralnych. 

Życie pasterzy na peryferiach wsi i w odosobnieniu, umacniało w wyobrażeniu mieszkańców ich obraz owiany tajemnicą .  Ta baśniowość również była wykorzystywana przez owczarzy, którzy niejednokrotnie poprzez swoje zdolności narracyjne byli we wsi chętnie słuchani, gdy rozwodzili się o wilkach, krasnoludach, strzygach czy leśnych lichach. Ciekawy opis wyobrażeń ludowych na temat owczarzy przedstawiają historie zebrane przez stowarzyszenie Zielona Przestrzeń: KLIKNIJ I ZOBACZ oraz relacje audio-video starszych mieszkańców polskiej wsi: KLIKNIJ I ZOBACZ.

Owczarze ze względu na swój stosunkowo wysoki status wśród ludności wiejskiej, pełnili niejednokrotnie funkcję rzecznika interesów wsi. Byli też często protegowanymi właścicieli ziemskich. Te skądinąd dobre relacje mają swoje odbicie np. w księgach metrykalnych, gdzie spotkać można akty chrztu dzieci, których rodzinami chrzestnymi byli ziemianie. Przykładem może być tutaj chrzest mojego przodka Macieja Nowickiego, syna owczarza dworskiego Jakuba, którego do chrztu podawał  starosta wągłczewski i właściciel tamtejszych ziem Antoni Łubieński.  Obecnie uważa się, że obok młynarza, karczmarza i mielcarza owczarz należał do swoistej arystokracji wiejskiej, zwłaszcza, że był człowiekiem wolnym, niepodlegającym obowiązkom pańszczyźnianym. Wiedza owczarska przekazywana była z ojca na syna. Między rodzinami owczarskimi aranżowano mariaże, co czyniło ich na swój sposób zamkniętą kastą wiejską.

David Wilke, Scene from the Gentle Shepherd, 1823.

SAMORZĄDY OWCZARSKIE

Interesującym zjawiskiem, świadczącym o odrębności owczarstwa jako grupy zawodowej, świadczy niespotykana często dla zawodów wiejskich samorządność.  W Europie zachodniej, zwłaszcza na terenie Niemiec, już w XVIII wieku funkcjonowały cechy owczarskie, które pilnowały pasterskich interesów, a zwłaszcza właściwego wizerunku. Były to organizacje związkowe dbające o dobre imię owczarzy jako, że w owym czasie, usiłowano z racji wypadków oprawiania skór przez nich skór, przyczepić im łatkę zawodu niegodnego. Silne cechy zawodowe, były również poniekąd na rękę władcom i właścicielom ziem, gdyż hamowały odpływ owczarzy zagranicę oraz wpływały na utrzymanie wysokiego poziomu ich kwalifikacji. Szczególnie silnie cechy owczarskie rozwinęły się na południu Niemiec, a zwłaszcza w Rothenburg, Markgroningen i Hirzfelden oraz na północ od Menu. Stosunkwo późno, jak na ziemie niemieckie, sytuacja zmieniła się na Śląsku. Tutaj dopiero w 1717 roku władze zgodziły się na utworzenie cechu z siedzibą we Wrocławiu. Wkrótce ruch cechowy rozwinął się także na ziemie czeskie, tworząc ostatecznie trzeci obszar, silnie oddziaływujący również na południowe ziemie I Rzeczpospolitej.                                                    

W ówczesnym państwie polskim nie było podłoża do funkcjonowania tego typu związków zawodowych na wsi, ale i tak wykształciły się zalążki owczarskiej samorządności. Kontakty z terenami niemieckimi oraz wołoskimi pozwoliły zaszczepić pewne rozwiązania organizacyjne, choć nie w tak szerokim zakresie.  Były to tzw. sądy owczarskie, których główne zadanie polegało na wymierzaniu sprawiedliwości w sporach pomiędzy owczarzami, a czasami nawet rozstrzygania pomiędzy nimi a dworem, choć w tym wypadku właściciele ziemscy decydowali się raczej na rozprawy przed sądem miejskim, mającym do dyspozycji szerszą paletę kar i trybunał często stojący zdecydowanie chętniej po stronie ziemianina.                

Nie istnieje wiele źródeł pozwalających dość wyczerpująco przedstawić ten temat, ale pierwsze wzmianki o tych sądach pojawiają się już w XVII wieku na ternie Wielkopolski Zachodniej. W 1693 roku sąd w Czewujewie złożony z czterech owczarzy i szlachcica Adama Tarnowskiego, uznał za „godnego śmierci” owczarza oskarżonego o kradzież 81 sztuk owiec z dworskiego stada. Nie świadczy to o kompetencjach owego sądu w sprawach „gardłowych”, ale trybunał mógł np. skazać winnego na chłostę i grzywnę. Co ciekawe, liczba czterech owczarzy w sądzie powtarza się również w innych źródłach, np. w wyroku owczarskim z 1787 roku wydanym w miejscowości Chrośnice (również Wielkopolska). Charakterystyczne dla tego dokumentu jest również to, że wszystkie nazwiska wymienionych tam owczarzy mają niemieckie brzmienie (Szefler, Pielche, Ulme). Wyrok sądu, oprócz kar pieniężnych, nakładał również swoistą infamię na winnego, uznając go za niegodnego bycia owczarzem oraz wskazując, że „szelmą odtąd na zawsze będzie zwany”. Dołączone do akt procesowych rachunki, świadczą również, że owczarze byli dowożeni na teren rozprawy specjalną furą, otrzymywali ponadto nocleg i wyżywienie u sołtysa. Specjalny goniec musiał zapewnić również papier dla protokolanta i świece.

Sądy owczarskie były jednak czesto wykorzystywane przez ziemian do karania niewinnych owczarzy, mających po prostu zatargi z właścicielami folwarków lub dzierżawcami dóbr królewskich. Tak było m.in. na Mazowszu w 1791 roku, gdzie owczarz wszedł w zatarg z szlachcicem dzierżawcą i ekonomem, a następnie został w odwecie, za skargę na wyrok sądu, postawiony przed innym trybunałem z inspiracji ww. wymienionych, za rzekome przestępstwa i pozwanie szlachcica. Zatargi pomiędzy owczarzami a dworem dotyczyły również prób odebrania wolności owczarzom, co kończyło się często wymówieniem służby przed terminem.

Owczarz baskijski, początek XX wieku.

ZAKOŃCZENIE

Powyższy tekst jest jedynie krótką próba, przedstawienia zawodu, który w badaniach genealogicznych często spędza sen z powiek wielu badaczom, usiłującym odtworzyć szlak migracji rodzinnych, osób parających się owczarstwem. Nie jest to proste ze względu na dużą mobilność owczarzy. Ich tułaczy tryb życia, to jednak tylko wierzchołek góry lodowej, jaką jest specyfika tej profesji. Owczarstwo jest na pewno ciekawym polem badań dla historyków i etnografów, wymagającym szerszego, naukowego zbadania. Dzisiejsza wiedza, choć jeszcze niepełna, pozwala jednak analizującym zagadnienia wsi polskiej, uznać owczarzy za grupę zawodową mającą osobliwy i istotny wpływ na życie codzienne dawnej wsi polskiej.

 

 

 S. Masłowski, Owczarek, 1882.

 

Na podstawie:

B. Baranowski, Owczarstwo w Łęczyckiem w XVIII wieku, LUD 1959.

B. Baranowski, Wyrok sądu owczarskiego z zachodniej Wielkopolski z końca XVIII wieku, LUD 1954.

B. Baranowski, Życie codzienne między Wartą a Pilicą w XIX wieku, Warszawa 1969.

J. Bartyś, Nizinna hodowla owiec w II poł. XVIII wieku i w I poł. XIX na przykładzie dóbr ordynacji zamojskiej, Wrocław – Warszawa – Kraków 1963.

J. Fijałek, Pabianice i włość pabianicka w drugiej połowie XVIII wieku, Łódź 1952.

W. Jacobei, Owczarze i hodowla owiec w Europie Środkowej do początków XX wieku, Studia i Materiały Etnograficzne 1962, t.1.

Z. Kolankwoski, Sąd owczarski na Mazowszu Płockim w końcu XVIII wieku, LUD 1954.

D. Tylkowa, Medycyna ludowa w kulturze wsi Karpat, Wrocław – Warszawa – Kraków – Gdańsk – Łódź 1989.

 

  Komentarze
Brak komentarzy.
  Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
  Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Świetne! Świetne! 100% [1 Głos]
Bardzo dobre Bardzo dobre 0% [Żadnych głosów]
Dobre Dobre 0% [Żadnych głosów]
Przeciętne Przeciętne 0% [Żadnych głosów]
Słabe Słabe 0% [Żadnych głosów]
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Ankieta
Czy uważasz, że warto szukać własnych korzeni?

Tak

Nie

Trudno powiedzieć

Musisz się zalogować, żeby móc głosować w tej Ankiecie.
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Marcin Nowicki
24/02/2011 13:11
Pierwsze nieoficjalne info o terminie zjazdu: 9-10 lipca, szczegóły wkrótce smiley

Marcin Nowicki
07/12/2010 14:06
sprawdzam czy działa smiley

Copyright © 2006

116011 Unikalnych wizyt | Engine: PHP-Fusion v6.01.6 | Coffee Time Theme by Gry Online

Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie